O dobroczynnych skutkach skakania. Katarzyna Dańska

Kiedy ludzie skaczą, uśmiechają się. Spróbuj rytmicznie skakać i się nie uśmiechnąć! Mówi się – “skakać z radości” bo radość naprawdę pcha nas ku górze, odrywa od ziemi. Ale to działa i odwrotnie. Skacząc poprawiamy sobie nastrój. Dlaczego?

Jest taki etap rozwoju, w którym dzieci mają wielką potrzebę skakania. To okres, w którym mali ludzie odkrywają przyjemne sygnały płynące z ciała, prowokujące właśnie do takiej ekspresji. Dzieci skaczą więc z wielkim zapałem i cieszą się sobą. Z pewnością bliski ci jest widok 5 latków wyskakujących z przedszkola!

Jeśli zaczynają podskakiwać osoby dorosłe, uruchamia się ten drzemiący w ich ciałach mechanizm i podnosi (sic!) im się nastrój. Ten mechanizm to ucieleśniony w naszym systemie neuromięśniowym rytm rozwojowy – Outer Genital Jumping. Jeden z podstawowych systemów analizy ruchu, Kestenbeng Movement Profile, opisuje go jako wzór ruchu zainicjowany przez intensywne skurcze w strefie genitalnej, którym towarzyszy doświadczanie siebie w sposób entuzjastyczny. Skacząc oznajmiamy radośnie – “oto jestem”, z równym entuzjazmem przyjmując skoki i obecność innych.

Wiele razy byłam świadkiem pulsującego ożywienia, łączącego całe ciało przepływu i beztroskiej satysfakcji, którą przynosiło moim pacjentom na oddziale nerwic bezprzykładne tańczenie do skocznej muzyki irlandzkiej. Wiele razy słyszałam zdziwienie prostotą odnajdowania w sobie nowych stanów.

Nie chodzi dziś o to, by symbolicznie”odskoczyć” od niestabilnej zewnętrznej rzeczywistości. Ale żeby się wzmacniać korzystając z zasobów, które bliżej są nawet niż na przysłowiowe wyciągnięcie ręki.

 

Photo by Spencer Davis on Unsplash

BLOG